Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies.
Jestem lekarzem Jestem pacjentem

F 17, czyli śmiercionośna przyjemność

F 17, czyli śmiercionośna przyjemność
03.09.2012
Z prof. Witoldem Zatońskim z Centrum Onkologii w Warszawie rozmawia Andrzej Kaczmarczyk
Andrzej Kaczmarczyk: Ilu Polaków pali papierosy?

Witold Zatoński: Pali prawie co trzeci dorosły mężczyzna i co czwarta dorosła kobieta, czyli jakieś 9–10 mln. Większość pali codziennie, a jakieś 2–3% to palacze okazjonalni, tj. niepalący codziennie.

Czy to prawda, że spada liczba palących mężczyzn, a wzrasta liczba palących kobiet?

Rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Na początku lat 80. ubiegłego wieku byliśmy w światowej czołówce palaczy. Wtedy paliło około 70% mężczyzn, a dziś ta liczba spadła do 32%. Liczba palących mężczyzn spada we wszystkich grupach wiekowych. Natomiast liczba palących kobiet od lat pozostaje na podobnym poziomie i jest bardzo zróżnicowana w zależności od kohorty urodzeniowej .

Na czym polega to zróżnicowanie?

W grupie urodzonej przed rokiem 1940 pali zaledwie 5–10%. Natomiast kobiety urodzone pomiędzy rokiem 1940 a 1960 ustanowiły rekord Polski. Historycznie prawie połowa kobiet w tej grupie paliła i to się raczej nie zmienia. W tej grupie częstość zachorowania na raka płuc stale się zwiększa i bije rekord Polski. Natomiast wśród kobiet urodzonych po 1960 roku, które w dorosłość wkraczały w wieku, gdy papierosy znalazły się już trochę na cenzurowanym, pali co czwarta i to jest wynik podobny do tych z krajów Europy Zachodniej.

Ile zgonów rocznie ma związek z paleniem?

Co roku przedwczesna śmierć około 70 tys. Polek i Polaków to skutek palenia. To jakby z mapy Polski zniknęło miasto wielkości Suwałk.

Jakie choroby związane z paleniem są bezpośrednimi przyczynami tych przedwczesnych zgonów?

W dymie tytoniowym znajduje się 4 tys. różnych związków chemicznych. Ich działanie jest różnorodne, dotyczy wielu narządów i funkcji ludzkiego organizmu. Są trzy wielkie grupy chorobowe przyczynowo mocno związane z paleniem tytoniu. Po pierwsze nowotwory – szacuje się, że połowa wszystkich nowotworów u mężczyzn w średnim wieku jest spowodowana paleniem, przy czym rak płuca występuje prawie wyłącznie u palaczy. Dla obu płci średnia wynosi 90%, a w przypadku mężczyzn aż 95% chorych na raka płuca to palacze.

A następne w „kolejce”?

Następne są przewlekłe schorzenia układu oddechowego, choroby płuc związane z inhalowaniem dymu tytoniowego. Paląc 20–30 papierosów dziennie, palacz zaciąga się kilkaset razy. Każde zaciągnięcie się to wprowadzenie do organizmu porcji szkodliwego dymu, w wyniku czego następuje uszkodzenie układu oddechowego. Na tę chorobę cierpi w Polsce kilka milionów osób i w ogromnej większości są to palacze.

Po trzecie, w dymie tytoniowym są substancje o działaniu kardiotoksycznym. Szacuje się, że około 30% wszystkich przypadków zawału serca i chorób kardiologicznych jest związane z paleniem, które przyśpiesza starzenie się naczyń wieńcowych serca. Ocenia się, że u palaczy zarówno drzewo oskrzelowe, jak i naczynia krwionośne starzeją się dwukrotnie szybciej niż u osób, które nie wprowadzają do organizmu dymu tytoniowego.

O ile statystycznie palenie skraca życie?

To oczywiście zależy od długości i intensywności palenia, szczególnie ważny jest wiek rozpoczęcia palenia (im wcześniej tym gorzej), ale szacuje się, że statystycznie o 10–20 lat. Palenie tytoniu to ważny powód różnicujący długość ludzkiego życia.

Jak to się dzieje, że niektórzy palacze dożywają sędziwego wieku, zdając się przeczyć tym statystkom?

Nie myślę, że ktoś, kto paląc, dożył 90 lat, podważa tę prawdę. Jak w każdym zjawisku zdarzają się wyjątki od reguły. Obserwacje populacji palących i niepalących wszędzie w USA, Wielkiej Brytanii czy Chinach zawsze wskazują, że palacze żyją średnio 10–20 lat krócej od niepalących. Wisława Szymborska, nałogowa palaczka, dożyła wprawdzie 90 lat, ale zmarła na raka płuca (powtarzam jeszcze raz – schorzenia występującego prawie wyłącznie u palaczy). Można spekulować z dużym prawdopodobieństwem, że gdyby nie nałóg, mogłaby żyć dłużej, np. do 100 lat. Oczywiście palenie nie tylko skraca długość życia, ale także jego jakość. Palacze mają znacznie krótszy okres życia wolny od chorób (tzw. life without diseases). Palenie – wdychanie mieszaniny 4 tys. związków chemicznych – zawsze skraca życie lub obniża jakość zdrowotną życia.

Czy istnieje zdrowszy papieros? Wróćmy do owych 4 tys. szkodliwych związków chemicznych. Co w papierosie jest najbardziej szkodliwe?

To ważne pytanie. Palacze palą dla nikotyny, która jest substancją o działaniu narkotycznym i od której palacze się uzależniają. Jednak to nie nikotyna bezpośrednio, per se zabija palacza. Podawana w małych porcjach (dawkach) jest przyczyną narkotycznego uzależnienia. Sprawia, że palacz musi podawać ją sobie w setkach małych porcji przez cały dzień. Po pewnym czasie bez stałego podawania sobie nikotyny jest mu trudno funkcjonować. Niektórzy palacze (w Polsce ok. 7%) muszą przerywać sen, aby podać sobie dawkę nikotyny (zapalić papierosa). Dlatego tak trudno rzucić palenie. W dymie papierosowym jest nieomal „wszystko”, co może być dla nas szkodliwe, poczynając od cyjanowodoru, poprzez radioaktywny polon, aż do dioksyn czy rakotwórczego benzenu. Palenie papierosa to po prostu proces suchej destylacji. W miejscu, gdzie papieros się pali (stożek papierosa), temperatura wynosi 600–900 stopni i tam zachodzą procesy tworzenia owych szkodliwych związków. Nikotyna uzależnia, natomiast zdrowie, organy i procesy biologiczne są niszczone przez zawarte w dymie toksyczne związki chemiczne. Palacz pali dla nikotyny, umiera od dymu.

Czy wobec tego filtr w papierosie chroni przed tymi truciznami?

To nieco skomplikowana sprawa. Palacz pali, by dostarczyć organizmowi nikotynę. Jego organizm wie, bez żadnych dodatkowych przyrządów, ile nikotyny potrzebuje. Jeżeli palacz zamiast mocniejszych papierosów dostanie słabsze (np. z filtrem), to będzie się zaciągał głębiej i częściej lub po prostu wypali więcej papierosów, aż organizm otrzyma oczekiwaną, potrzebną dla zaspokojenia głodu, dawkę nikotyny. W związku z tym wszystkie próby z wyprodukowaniem mniej szkodliwego papierosa, tak popularne od lat 60. XX w., nie przyniosły efektu. Niektórzy sądzą, że elektroniczne papierosy są takim pomysłem. Na razie trudno o tym przesądzać. Pewne jest, że nie dają palącym takiej satysfakcji jak „normalne” papierosy i dlatego często po spróbowaniu e-papierosa palący wracają do tytoniu.

A czy palenie fajki jest mniej szkodliwe?

Fajka to jest zupełnie inny rodzaj palenia tytoniu, czyli podawania sobie nikotyny. Palenie fajki i tytoniu fajkowego istotnie różni się od palenia papierosów. Tytoń fajkowy zawiera kilkadziesiąt razy więcej nikotyny niż papieros (w nowoczesnym papierosie zawartych jest około 1 mg nikotyny). Dym fajkowy wprowadzany jest do jamy ustnej i nikotyna przenika przez błony śluzowe do organizmu do receptorów nikotynowych w mózgu. Szkody zdrowotne wynikające z palenia fajki dotyczą przede wszystkim szkodliwości w obrębie jamy ustnej (np. rak języka czy wargi). Palenie fajki lub cygar było popularne przed XX wiekiem. Wtedy to wielkie i bajecznie bogate korporacje tytoniowe w ramach „unowocześnienia” palenia rozpoczęły tworzenie tytoniu papierosowego, który miał łagodny, przyjemny smak, był mocny i zawierał bardzo aktywną biologicznie i zmodyfikowaną chemicznie nikotynę. Nowoczesny papieros składa się z setek związków dodawanych do specjalnie spreparowanego tytoniu. Związki te „poprawiają” siłę nikotyny (np. amoniak) oraz nadają jej dobry smak (np. cukier i kakao). Dym z tak spreparowanej mikstury może być głęboko wciągany do płuc i ma odpowiednią moc (nikotyna). Obecnie 99% palaczy używa papierosów.

Poważnym problemem jest palenie kobiet w ciąży. Ile kobiet w ciąży pali? Ile kobiet z powodu ciąży jednak nałóg rzuca?

Na początku lat 90. ubiegłego wieku w Polsce paliło ponad 30% ciężarnych. Dziś w ciąży pali 15–20%. Duży wpływ na to ma wykształcenie i oczywiście kobiety lepiej wykształcone palą w ciąży rzadziej. To rzeczywiście jest olbrzymi problem. Przecież przez te 9 miesięcy w łonie matki powstaje prawie od zera nowy organizm. Jeżeli przez ten czas podaje mu się te wspomniane 4 tys. szkodliwych związków to szkody dla tworzącego się życia są oczywiście kolosalne. Palić nie powinni też przy ciężarnych ich partnerzy, a kobiety powinny unikać miejsc, gdzie się pali. Poza tym palenie w ciąży dla kobiet, które zdają sobie sprawę z jego szkodliwości, jest poważnym problemem etycznym i psychicznym. Uczestniczyłem w badaniach palących w ciąży Polek pracujących obecnie w Wielkiej Brytanii i widziałem, ile kosztowało je to rozdarcie pomiędzy miłością do swojego dziecka, a uzależnieniem, z którym nie potrafiły sobie poradzić. Te, które nie potrafiły zerwać z nałogiem, bardzo cierpiały, co też jest problemem i też może odbijać się na rozwoju płodu, nie mówiąc o psychice kobiety.

Siła uzależnienia, siła woli, siła medycyny W jakim wieku najłatwiej się uzależnić?

Przyszli palacze przeważnie sięgają po papierosa pomiędzy 14. a 20. rokiem życia. Sam proces uzależniania trwa różnie. U jednych kilka miesięcy, u innych kilka lat. Z czasem pali się coraz więcej i wytwarza tolerancję na dym, palenie przestaje być nieprzyjemne. Większość osób w pełni uzależnia się mniej więcej w wieku 20–25 lat.

Jak poznać siłę swojego uzależnienia?

Bardzo łatwo. Trzeba przeprowadzić na sobie mały eksperyment. Po wstaniu z łóżka notować, jakie są objawy abstynencji nikotynowej – jak organizm reaguje na brak nikotyny. Czy jesteśmy zdenerwowani? Czy mamy problem z na pozór normalnymi czynnościami? Wreszcie – kiedy musimy sięgnąć po pierwszego papierosa? Ten ostatni wskaźnik jest bardzo prosty do zarejestrowania. Jeżeli zapalamy pierwszego papierosa w pierwszych 30 minutach po przebudzeniu, to znaczy, że jesteśmy mocno uzależnieni. Tak robi 60–70% palaczy w Polsce. Wśród nich są ci najbardziej uzależnieni, którzy zapalają papierosa w ciągu pierwszych 5 minut (15–20%). Poranek to dla palacza newralgiczny moment, bo organizm po nocnej przerwie domaga się wyrównania poziomu nikotyny. Najbardziej uzależnieni wstają nawet w nocy, żeby zapalić, bo nie mogą bez tego dotrwać do rana. Tak skrajnie uzależnionych jest 7% palaczy (tzn. prawie 700 tys. osób).

A ci, którzy wytrwają ponad 30 minut?

Tych, którzy zapalają pierwszego papierosa pomiędzy 30. a 60. minutą uznaje się za średnio uzależnionych, a ci, którzy są w stanie wytrwać do dwóch godzin, są biologicznie słabo uzależnieni (nie należy tego mylić z uzależnieniem sytuacyjnym czy towarzyskim etc.). Jak widać, każdy palacz bez najmniejszego trudu może zbadać, jak bardzo jest biologicznie uzależniony, czyli przekonać się na ile pali, bo „lubi”, a na ile musi, bo inaczej trudno mu funkcjonować.

Jeżeli nałogowy palacz chce rzucić palenie, to co jest jego największym problemem? Uzależnienie psychiczne czy fizyczne?

I jedno i drugie. Dodałbym jeszcze uzależnienie socjalne, towarzyskie itd. One wszystkie mogą być jednakowo ważne. Na początku niewątpliwie najważniejsze jest poradzenie sobie z objawami uzależnienia fizycznego, żeby nie zapalać papierosa jeszcze przed śniadaniem. Potem trzeba radzić sobie z uzależnieniem sytuacyjnym. Np. wypić kawę bez papierosa czy odbyć bez papierosa spotkanie towarzyskie itd.

Czy możemy rzucić palenie siłą woli, czy lepiej odwołać się do wsparcia lekarza?

Znam takich, którzy rzucili palenie siłą woli i zrobili to bez problemu, ale znam też takich, którym to się wielokrotnie nie udało. Rzucanie palenia nie jest łatwe i nie ma prostej odpowiedzi, jak to skutecznie zrobić. To długi i skomplikowany proces. Nie można uzależnionemu obiecywać, że jest jakiś jeden w pełni skuteczny sposób. Na zaprzestającego palenia czekają liczne, czasami nieoczekiwane, pułapki. Nic wcześniej nie mówiliśmy np. o niesłychanym wzroście apetytu podczas rzucania palenia. Zerwanie z nałogiem powinno odbyć się jak najmniejszym wysiłkiem i kosztem psychicznym oraz fizycznym, więc skorzystanie z rad lekarza jest jak najbardziej wskazane. Jednak oczywiście bez determinacji oraz silnej woli jest to niemożliwe, a nawet wtedy żaden lekarz nie zagwarantuje, że zastosowanie jakiegoś wsparcia farmakologicznego w prosty sposób przyniesie pożądany skutek.

Rozumiem więc, że determinacja jest nieodzowna, ale Pan zalecałby skorzystanie ze wsparcia medycyny – czy tak?

Dokładnie tak. Wsparcie medyczne zwiększa szanse na skuteczne rzucenie palenia i być może uczyni rzecz łatwiejszą. Przyda się i zastępcze podawanie nikotyny z innego źródła niż papierosy, leki działające na receptory nikotynowe w mózgu, i wsparcie psychologiczne.

Rozumiem, że mówi Pan o gumie do żucia z nikotyną lub o specjalnych plastrach. Czy można je sobie zaordynować po „amatorsku”, czy też wyłącznie pod nadzorem lekarza?

To tak samo, jak z nauką jazdy samochodem. Można próbować samemu, ale lepiej jest pod okiem instruktora. Przy Centrum Onkologii w Warszawie mamy przychodnię z lekarzami i psychologami specjalnie wykształconymi do udzielania pomocy osobom chcącym rzucić palenie. Niestety NFZ nie rozumie chyba znaczenia tej ważnej działalności i skandalicznie słabo ten rodzaj świadczeń finansuje. Szkoda, bo gdy weźmiemy pod uwagę statystyki dotyczące następstw palenia tytoniu w Polsce, o których mówiliśmy na początku rozmowy, to ta usługa powinna być bardzo poważnie traktowana i adekwatnie finansowana. Według moich obserwacji pomoc lekarza 3–4-krotnie zwiększa szanse zaprzestania palenia.

A czy poza Warszawą też można liczyć na pomoc specjalistów?

W Centrum Onkologii przeszkoliliśmy już tysiące lekarzy, zaznajamiając ich z najnowszymi metodami leczenia zespołu uzależnienia od tytoniu. Można zatelefonować do naszej przychodni i tam uzyskać bliższe informacje na temat tego, gdzie w Polsce ci przeszkoleni lekarze działają. Niestety na skutek słabej wyceny tej działalności przez NFZ mam obawy, że niektórzy z nich pomimo wiedzy mogą nie prowadzić dostatecznie często takiego leczenia.

Czy z problemem uzależnienia konieczne jest zwrócenie się do specjalisty, czy też lekarz POZ też może udzielić nam kompetentnej pomocy?

Oczywiście, bo każdy lekarz powinien umieć udzielić takiej pomocy, ale lepiej by było, gdyby to był jeden z absolwentów naszego szkolenia. Sądząc z ilości przeszkolonych, jest na to spora szansa.

Czy te szkolenia będą kontynuowane?

Mamy takie plany, ale jest kłopot ze środkami finansowymi.

Prawo, edukacja, a może dobry przykład A co Pan sądzi o palących lekarzach? Niektórzy twierdzą, że nie przystoi lekarzom dawanie złego przykładu.

Jest to pewna niezręczność, ale i palacze, i lekarze to też ludzie. Palenie to przecież choroba. Nazywa się zespół uzależnienia od palenia tytoniu i jest chorobą opisaną przez WHO pod symbolem F 17. Wielu lekarzy mojego pokolenia zaczęło palić jeszcze w czasach, gdy nie do końca, przynajmniej w Polsce, zdawaliśmy sobie sprawę ze skutków tej choroby. W tym pokoleniu jest w ogóle, jak wspominałem, więcej palących. Obecnie liczba palących lekarzy, szczególnie młodych, spadła i cieszmy się, bo jest ona także niższa od średniej wśród młodych osób niebędących lekarzami. Według moich danych pali 10–12% młodych lekarzy.

Palenie stało się niepoprawne politycznie. Osoby publiczne starają się nie palić, przynajmniej nie publicznie. W telenowelach to chyba w życiu nie widziałem palacza. W młodym pokoleniu jest mniej palaczy…

…no i bardzo dobrze. Nastąpił znaczny postęp, z którego ja jestem bardzo dumny, bo tej idei poświęciłem przecież swoje zawodowe życie. Gdy byłem młodym lekarzem i wchodziłem do dyżurki, to atmosfera przypominała kotłownię. Teraz nikt w szpitalu nie pali i to nie tylko dlatego, że jest to zakazane, ale chyba wszyscy dojrzeli do uznania palenia w szpitalu za przekroczenie normy moralnej. Dotyczy to także innych miejsc publicznych. Telewizja ma duży wpływ na kształtowanie obyczajów. Może i Centrum Onkologii nieco się do tego przyczyniło, bo swojego czasu mieliśmy liczne kontakty ze środowiskiem twórców telenowel i – jak rozumiem – chyba zdołaliśmy ich przekonać do naszych poglądów, skoro zachowują w scenariuszach dużą poprawność polityczną w kwestii palenia. Cieszę się też, że obecnie dla polityka pokazywanie się publicznie z papierosem jest niezręczne.

Co Pan sądzi o prawnych zakazach palenia?

Ustawa z 1995 roku, w tworzeniu której miałem udział, była jednym z nowocześniejszych rozwiązań na świecie. Teraz już tak nie jest, ale na szczęście jesteśmy w Unii Europejskiej i musimy przenosić na nasz grunt tamtejsze rozwiązania, a tam przywiązuje się do tego problemu duże znaczenie. Mam nadzieję, że pójdziemy za przykładem Wielkiej Brytanii, Francji czy krajów skandynawskich, gdzie prawo jest w kwestii palenia bardziej skuteczne niż u nas.

Niektórzy uważają, że palenie powinno być zabronione także w domu.

To nie jest dobry pomysł i nie da się go skutecznie wprowadzić. Natomiast palacze powinni pamiętać o szkodliwości palenia i o tym, że także w domu mogą nie być sami. Paląc w domu, zmuszamy partnera, partnerkę (która może być w ciąży), a także dzieci do biernego palenia, które też jest niebezpieczne. Np. paląca w domu kobieta powoduje, że niebezpieczeństwo zachorowania na raka płuca przez jej niepalącego partnera wzrasta dwukrotnie (u osoby aktywnie palącej 10–20 razy). O kwestii szkodliwości palenia, nawet biernego, przez kobiety w ciąży już wcześniej mówiliśmy. Jeśli chodzi o dzieci, to bierne palenie może powodować alergie czy astmę, a na pewno spowoduje częstsze zapadanie na choroby górnych dróg oddechowych.

A co Pan sądzi o próbach wprowadzania na niektórych osiedlach zakazu palenia na balkonach?

To świadczy o tym, że problem wymuszonego biernego palenia jest dostrzegany przez coraz większą grupę Polaków. Prawie 85% Polaków, w tym wielu palaczy, popiera całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych. Świadomość narodu jest znacznie wyższa niż jego polityków czy dziennikarzy. Niewątpliwie niepalący mogą postrzegać palącego na balkonie sąsiada jako niebezpieczną uciążliwość. Na pewno powinniśmy dążyć do sytuacji, w której niepalący w miejscach publicznych nie będą narażeni na bierne palenie wbrew swojej woli. Palenie w miejscach publicznych jest całkowicie zabronione prawie we wszystkich krajach Unii Europejskiej, nie mówiąc o Australii, Kanadzie, Nowej Zelandii czy USA, ale także w krajach, które uważamy za mniej rozwinięte, np. w Brazylii, Republice Południowej Afryki czy Tajlandii.

To na koniec Pańska prognoza. Ilu Polaków będzie palić za 20 lat?

Nie wiem, to może się zmienić dość szybko. Mogę powiedzieć, jakie mam marzenie, a oczywiście marzę o tym, by liczba palaczy była bliska zeru. Będę jednak usatysfakcjonowany, jeśli palić będzie jedynie 5–10%. Chciałbym też, żeby Polska brała przykład z takich krajów, jak Nowa Zelandia czy Finlandia, które chcą być całkowicie wolne od dymu tytoniowego. Nowa Zelandia wyznaczyła sobie na to czas do 2020 roku, a Finlandia do 2040 roku i nie chodzi tu jedynie o prawne zakazy, ale o działania edukacyjne i profilaktyczne, stworzenie warunków i klimatu, w którym palenie będzie przez społeczność nieakceptowane – tak jest np. wśród lekarzy mieszkających dziś w USA czy Finlandii. To jednak wymaga dużych środków, a jak mówiłem, na razie w Polsce brakuje środków nawet na pomoc dla tych, którzy szukają wsparcia w rzuceniu palenia.

F 17, czyli śmiercionośna przyjemność

Aktualności

  • 30-40% polskich gimnazjalistów w wieku 15 lat upija się
    Bardzo niewielka grupa polskich gimnazjalistów w wieku 15 lat nie pije alkoholu, a 30-40% upija się - powiedział prof. Marcin Wojnar, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
  • Praca fizyczna jako terapia antynarkotykowa
    Kadry merytoryczne nie wykazują zainteresowania modernizacją metod terapeutycznych, skróceniem czasu terapii czy dyskusją o problematyce lecznictwa - oskarża Jacek Charmast, koordynator programu Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych.
  • Dopalaczy nadal nie wolno lekceważyć
    W zeszłym roku na oddział toksykologiczny Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi trafiło 130 pacjentów po zażyciu dopalaczy, w pierwszym półroczu 2013 roku - już 120.

Wywiady

  • Najgroźniejsze dla zdrowia są mieszanki dopalaczy
    Najgroźniejsze dla zdrowia są preparaty zawierające mieszanki dopalaczy oraz nowe substancje psychostymulujące o niezbadanym jeszcze działaniu – przestrzega farmakolog prof. Krystyna Gołembiowska z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie.
  • Wstrząsające statystyki
    "Co roku przedwczesna śmierć około 70 tys. Polek i Polaków to skutek palenia. To jakby z mapy Polski zniknęło miasto wielkości Suwałk" - rozmowa z Prof. Witoldem Zatońskim z Centrum Onkologii w Warszawie.
  • Nadużywanie internetu to realny problem zdrowotny
    Problem powstaje, kiedy z sieci korzysta się bezproduktywnie - mówi dr Kimberley Young, psycholog i szef Centrum leczenia Uzależnienia od Internetu, autorka wielu książek. Jej zdaniem uzależnienie od internetu stało się poważnym zagrożeniem na całym świecie.